sobota, 1 listopada 2014


Rozdział 7 część II

Cały wieczór spędziłam na gadaniu z Lucy o chłopakach, robieniu sobie zdjęć. Chyba każda dziewczyna powinna mieć taką przyjaciółkę. Poznałyśmy się zupełnym przypadkiem, a teraz nie zaśniemy, gdy któraś z nas nie zadzwoni do drugiej i nie powie "Dobranoc". Leżałyśmy  do góry nogami na sofie w salonie i oglądałyśmy nasz ulubiony film. Chwyciłam telefon w dłonie. Odblokowałam telefon, zegarek wskazywał 3:14, 2 nieodebrane połączenia i 5 wiadomości. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy ujrzałam, że wiadomości są od Oscara.

"Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz"
"Na pewno nie śpisz..."
"Za fajnie spało Ci się na moim ramieniu"
"Czy moglibyśmy spotkać się jutro trochę wcześniej?"
"Chyba jednak śpisz, dobranoc"

" Teraz mam nadzieję, że Ciebie nie obudzę. 
Tak szczerze umówiłam się przedpołudniem w szpitala"

Gdy wysłałam wiadomość, rzuciłam telefon w róg kanapy i wróciłam do oglądania filmu. 
-Z kim piszesz?
-Ja? Z nikim.
-Jessica, przecież widzę te iskierki w oczach.
-Soczewki mam i tyle.
-Jasne. A dasz mi telefon?
-Nie.
-Ok, to tylko powiedź mi czy to któryś z naszych chłopców?
Nic jej nie odpowiedziałam. Jedynie się uśmiechnęłam. Jednak ona dobrze znała moje zachowanie, gdy ktoś mi się podoba. 
-Dziewczyno, przecież to widać. Powiedź mi kiedy ostatnio tak spałaś na ramieniu Zayna?
-Daj spokój. 
Dziewczyna rzuciła we mnie poduszką, uśmiechnęłam się do niej, a następnie zaczęłam mówić razem z aktorem jego rolę. Znałam ją całą na pamięć. Oglądamy ten film za każdym razem, gdy nocujemy u siebie. 
Można powiedzieć, że to taki nasz zwyczaj. Chwyciłam ponownie telefon. Kolejna wiadomość.

"Poszedłbym z tobą ale pewnie nie chcesz :("

"O 11:00 u mnie pod domem. Rano wyślę Ci adres xx"
"Błagam Cię, nie spóźnij się."

"Postaram się. Najpierw muszę wymyślić jakąś wymówkę."

"Nie mówiłeś nic chłopakom?"

"Czego nam nie powiedział?
-Felix"

"Co?"

"O to samo ja powinienem zapytać"
"Jak masz na imię? Znam Cię?"

"Nie, nie znasz mnie."

Oscar's POV

Ledwo co wyszedłem z łazienki, a już zobaczyłem Felixa, który leży na moim łóżku, a w dłoniach trzyma mój telefon. Nie myśląc ani chwili dłużej rzuciłem się na chłopaka.
-Twoje?
-Może i moje. 
Zacząłem szarpać się z nim, aż spadliśmy z łóżka. W głębi cieszyłem się, że usunąłem poprzednie wiadomości. Chłopak po chwili oddał mi urządzenie, a następnie zaczął się głupio uśmiechać.
-Dam Ci spokój jeśli powiesz mi z kim piszesz.
-Chyba żartujesz. 
-Dobrze wiesz, że jak poproszę chłopaków o to żeby mi pomogli to szybko się dowiemy. Albo ja będę o tym wiedzieć albo cała ekipa, a co za tym idzie wszystkie fanki.
Wziąłem głęboki wdech.
- Jessica. 
Po tych słowach wstałem z podłogi i usiadłem z powrotem na łóżku. Felix usiadł koło mnie i zaczął uważnie mi się przyglądać.
- Nie, piszesz z Emmą. Tak napisała.
-Jesteś głupi czy głupi? Każdy może sobie napisać kim jest.
-Ale naprawdę piszesz z naszą Jessicą?
-Tak, dasz mi już spokój?
Chłopak wróciłam na swoje łóżko, a ja ponownie wróciłem do rozmowy z dziewczyną.

"Teraz Felix wie."

"Nie uwierzył w Emmę? Kurwa"

"Uwierzył, ale przyznałem mu się. Powiedział, że da nam spokój"

"Nam?"
"Kurde, mogłam wybrać inne imię."

"To znaczy mi. Czy to nie miał być babski wieczór?" 

"Miał, ale Lucy zasnęłam."

"To może ty też idź? Na pewno jesteś śpiąca."
"Nie, wyspałam się na twoim ramieniu. 
Ale wiem, że ty jesteś śpiący, więc dobranoc."

"Dobranoc."
"Jutro o 11 u Ciebie"

Ustawiłem sobie budzik, aby nie obudzić się za późno, bo nie chce jej zawieść, po czym wsadziłem telefon po poduszkę.

*Jessica's Pov*
Było kilka minut po 9, gdy dojechałam do domu. Otwierając drzwi miałam ogromną nadzieję, że ktoś jest w środku, ponieważ nie miałam siły, aby sama zrobić dużą ilość muffinek do szpitala. Gdy tylko weszłam do domu i zdjęłam buty, zaczęłam zaglądać do każdego pokoju, aby upewnić się czy nie ma nikogo w domu.
Jednak nie znalazłam nikogo do pomocy. Wolnym krokiem poszłam do swojego pokoju, aby przebrać się w coś wygodniejszego. Po kilku minutach zbiegałam w krótkich spodenkach od wf i crop topie po schodach związując włosy w wysoką kitkę.

Biegałam jak poparzona wyjmując wszystkie potrzebne mi produkty z szafek. Stanęłam przed blatem, gdzie stał już mikser i głośno westchnęłam. Czekało mnie dużo pracy, ale za to bardzo przyjemnej. Włączyłam po cichu muzykę, zegar wskazywał godzinę 9:26. Westchnęłam ponownie, po czym zaczęłam wlewać składniki do miski.
W pewnym momencie zadzwonił dzwonek, więc nie tracąc ani chwili podbiegłam w podskokach do drzwi. Otworzyłam je. Stał przed nimi Oscar i ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Wchodź. - Wyszeptałam. -Chcesz coś do picia? - Zapytała, gdy wchodziliśmy już do kuchni.
Chłopak odmówił, po czym usiadł na wysokim krześle przy blacie.
-Czemu ty się tak śpieszysz? Przecież mamy być tam o 12:00, a jest dopiero 10:40
-A czy ty widzisz jak ja wyglądam?
-Bardzo ładnie, a ta resztka ciasta na policzku dodaje Ci takiej słodkiej dziecinności. - Powiedział, po czym zaczął się śmiać.
-Oscar! To wcale nie jest śmieszne.
-Właśnie, że jest.
Chłopak po chwili wstał z krzesła i podszedł powolnym krokiem do mnie.
-Przypilnuje tych ciasteczek, a ty idź się szykuj.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale. Leć już.
Pobiegłam szybko na górę, wzięłam spodnie i zwykły top, po czym udałam się do łazienki


*Oscar's POV*

-Boisz się? - Zapytała stojąc przy drzwiach na jeden z oddziałów szpitalnych.
-Czego?
Dziewczyna wzruszyła ramionami i zadzwoniła dzwonkiem, a między nami zapadła kompletna cisza. Po niespełna kilku sekundach drzwi otworzyła nam starsza pielęgniarka, gdy ujrzała Jessicę szeroko się uśmiechnęła, a następnie mocno ją przytuliła.
-Pójdziecie na razie na świetlice,dobrze? Dzieci na razie mają kroplówki, więc będziecie musieli troszkę poczekać. - Stwierdziła pokazując na drzwi do sali.
Dziewczyna chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
-Uśmiechnij się.
Starałem się tak zrobić, ale sam fakt, że jestem w szpitalu mnie przygnębiał. Zapach i duszność powodowała przygnębienie mimo tego, że cieszę się, że mogę poznać blondynkę od takiej jej prawdziwej strony. Cały czas patrzyłem się na nią, była szczęśliwa. Nie było widać u niej żadnego smutku, tylko uśmiech. Po chwili znajdywaliśmy się już na świetlicy, kolorowe meble miały za zadanie dać radość temu pokojowi. Kolorowe naklejki na ścianach powodowały dziwne uczucie w moim sercu. Ile dzieci musiało patrzeć na nie, w myślach modląc się o to, aby wyzdrowieć? Stałem jak wryty i patrzyłem na jedną z ścian, gdzie widniały imiona dzieci. Kwiatki, serduszka i gwiazdki przecierały się między napisami.
-Ściana z imionami dzieci, dla których ten oddział to drugi dom. - Szepnęła stojąc koło mnie.
-A dlaczego niektóre z imion są poprawione czarnym markerem? Większość imion.
Dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku zaczęła spływać łza.
-Oni nie żyją. Można powiedzieć, że to taka nasza tradycja. Od wielu lat ta ściana nie była odnawiana. Każdego dnia dopisuje się imię albo poprawia czarnym markerem.
-Ej, nie płacz. A co się dzieje z imionami dzieci, które wyzdrowieją.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i chciała już coś powiedzieć, ale drzwi zaczęły się otwierać. W drzwiach stanęła pielęgniarka trzymająca z rączką małą dziewczynkę, która jest cała zapłakana.
-Emily, popatrz. To Jessica. To o niej Ci mówiłam.
Spojrzałem na Jessicę, a serce mi zamarło. Kucnęła, a następnie wyciągnęła rękę w stronę małej dziewczynki.
-Zajmiesz się nią? -Zapytała pielęgniarka, na co Jess delikatnie się uśmiechnęła.
Starsza kobieta po chwili wyszła z pokoju zostawiając nas samych z Emily.
Dziewczyna stała przed Jessicą z spuszczoną główką ściskając mocno swojego misia.
-Hej, jestem Oscar. A ty Emily, prawda? - Zapytałem kucając koło dziewczyn.
Pokiwała twierdząco głową. Jessica wzięła ponownie głęboki wdech i wzięła dziewczynkę na ręce, po czym podeszła do jednej z szafek.
-Który kolor chcesz? - Zapytała
-Różowy.
Szybki krokiem podszedłem do nich.
-Daj, wezmę ją. Nie będziesz dźwigać. - Stwierdziłem chwytając dziewczynkę pod pachami, a następnie biorąc ją na ręce.
Jessica podeszła do ściany, zapisała jej imię na ścianie.
-Musisz  dobrze pamiętać, gdzie jest zapisane twoje imię. Od teraz jesteś częścią naszej rodziny. Zobacz ile nas jest. - Mówiła zataczając koło drugą stroną mazaka. - A wiesz, że ona to już nawet męża ma i ma dwoje dzieci. - Stwierdziła wskazując na jedno z imion z uśmiechem na twarzy.
- A ty gdzie masz swoje?
Dziewczyna przez chwilę stała bezruchu i szukała swojego imienia.
-Tutaj. -Wskazała.
Zauważyłem, że dziewczynka zaczyna się uśmiechać. W moim sercu zapanowała niesamowita radość, mimo tego, że nie wiem kim ona jest. Blondynka po chwili podeszła do nas i przytuliła dziewczynkę.
-Zdradzę Ci coś. Ale musisz obiecać, że nikomu nie powiesz, dobrze?
Dziewczynka przytaknęła.
-Nigdy nie bierz budyniu, jest ohydny. Naprawdę, nie da się go zjeść.
Po chwili wszyscy szeroko się uśmiechnęliśmy.

Gdy graliśmy w troje w jakąś grę planszową, do sali weszła jedna z pielęgniarek i powiedziała, że musi małą wziążć na badania. Początkowo zapierała się nogami i rękoma, jednak, gdy Jessica zaczęła jej tłumaczyć, że nic to nie boli, spokojnie chwyciła pielęgniarkę na rękę i poszła z nią.
-Masz już wprawę, co? - Stwierdziłem.
-Uwierz mi, że nie chciałabym mieć jej. - Powiedziała zaczesując włosy do tyłu.
W tym momencie ujrzałem smutek w jej oczach, mimo że nadal nie przestawała się uśmiechać.
-Jessica, co się stało?
-Nawet nie wiesz jak trudno mi myśleć teraz o tym, co od dzisiaj będzie musiała przeżywać. Leki, kroplówki, rany po operacjach. To od dzisiaj to jej normalność.
- A skąd wiesz, że nie wyzdrowieje?
- Oscar tu nikt nie zdrowieje. Tu wszyscy zostają na zawsze.


Siedzieliśmy z kilkoma ludźmi w naszym wieku i rozmawialiśmy. Nikt nie interesował się chorobą, czy jesteś znany czy mieszkasz na śmietniku. Byliśmy równi. Każdy się śmiał i uśmiechał.
-Oscar, możesz czuć się wyjątkowy. Jesteś pierwszą osobą, która przyszła tutaj z Jessicą.
Spojrzałem na Jessicę, a ona puściła do mnie oczko.
-A właśnie jak tam? Rozumiem, że ja przyjdziesz to oglądamy nasz film. - Powiedziała jedna z dziewczyn.
-Nie, żartujecie? Błagam Was. Za każdym razem to samo. Znowu będziemy wysłuchiwać jakie to on ma cudowne oczy. - Westchnął jeden z chłopaków.
-Jak chcesz to możemy zacząć już teraz gadać. - Powiedziała Jessica. - Mia, słyszałaś, że będzie grał w nowym filmie?
-Tak i będzie w nim śpiewał.
-Naprawdę?
-To takie niesamowite.
-Oglądałeś Ósmoklasiści nie płaczą? - Zapytał mnie jeden z chłopaków.
-Nie. - Odpowiedziałem.
-Mówią o jednym z kolesiów z tego filmu. Za każdym razem, gdy któraś z nich ma operację oglądają ten film i płaczą, uśmiechają się, a później mogą mówić o nim przez następny tydzień.
W pewnym momencie chłopak dostał poduszką od Jessici w twarz, a ja zacząłem śmiać się jak głupi.


Gdy wyszliśmy z szpitala zaczęło robić się już ciemno. Nawet nie spodziewałbym się, że jest już tak godzina. Czas płynął tam nie ubłagalnie szybko.
-I jak? Tak strasznie było? -Zapytała.
-Nie, ale wiesz, sam fakt, że każdy był chory sprawiał, że byłem przygnębiony.
-Było widać to po tobie.
-Oni zawsze mają taką energię w sobie? Taką chęć do życia?
-Nie zawsze. Każde z nich przeżywało taki czas kiedy nie chciało brać leków, przez co ból stawał się coraz mocniejszy, a on właśnie tego się domaga, chcieli po prostu z tym wszystkim skończyć. Z sobą skończysz.
-Ty też tak miałaś?
-Mam tak codziennie, gdy wstaję, ale później coś powoduje, że jednak biorę te leki i nie daję bólowi szans na zadawanie mi takiego bólu.
-Mogę Cię jeszcze gdzieś zabrać? - Zapytałem.
Dziewczyna spojrzała na zegarek.
-Masz godzinę. - Powiedziała z uśmiechem.


Leżeliśmy na dachu studia i patrzyliśmy na gwiazdy, które były jeszcze słabo widoczne.
-Zastanawiałaś się kiedyś co było by gdybyś nie tańczyła?
Dziewczyna usiadła po turecku i związała włosy w kitkę.
-Nie było by mnie tutaj. Nie siedziałabym teraz tutaj z tobą, nigdzie bym nie siedziała.
-Żartujesz, prawda? - Zapytałem siadając naprzeciwko jej.
-Nie, na samym początku poddałam się. Nie chciałam żyć. Nie chciałam myśleć o tym jak to jest być chorym. Po prostu tego nie chciałam. Ale w pewnym momencie poznałam Lucy i jakoś dawałam radę. Taniec zawsze powodował, że znajdywałam jakiś promyczek w tunelu ciemności.
-Tak?
Wyjąłem z kieszeni telefon, a następnie włączyłem jakąś wolniejszą piosenkę. Wstałem, a następnie wyciągnąłem dłoń w kierunku dziewczyny, delikatnie położyła swoją, a ja pomogłem jej wstać. Obróciłem dziewczynę, złączyłem nasze dłonie razem, objąłem ją w talii, zaczęliśmy powoli kołysać się w rytm muzyki. Dziewczyna związała swoje dłonie wokół mojej szyj, a następnie oparła głowę o moje ramię.
-Jesteś chory. -Szepnęła.
-Nie, jestem zakochany.
 

20 komentarzy = nowy rozdział

_____________________________

Hej, hej.
Przepraszam, że tak długo, ale również moja historia choroby jakoś nie chce się skończyć. 
Mam nadzieję, że ten rozdział spodoba Wam się bardziej.
Przepraszam również za jakiekolwiek błędy, ale dodaje z telefonu :)
Buziaki xx


7 komentarzy:

  1. Jestem pierwsza? *o*
    Rozdział wspaniały, jak zawsze.
    Przepraszam, że krótko, ale nie mam siły :(
    Czekam na next 😽
    @nbdforever

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejciu jaki słodi rozdział !! ♥
    teraz mam ochotę na babeczki lmao XD
    czekam ♥♥
    @and_disappear x

    OdpowiedzUsuń
  3. Aww, cudowny ;)
    Już nie mogę doczekać się następnego ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, zakochałam się, piszesz cudownie... nie wiem nawet jak opisać słowami to co teraz czuję... słowo 'wspaniałe' jest wielkim niedopowiedzeniem... życzę ci dużo weny kochanie xx /@pldirectioners2

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny ff, zakochałam się, czekam na więcej *~* /SSevenD

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytalam ten rozdzial i podoba mi sie. Pisz dalej to opwiadanie, bo jest dobre. x @blueberryloveme

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, ten dzień w tym szpitalu taki trochę smutny aż poryczałam się 😭 boże, już chcę wiedzieć jak ona zareagowała jak on powiedział, że jest zakochany yxuxtchdfteztcyid @beaubrewksx

    OdpowiedzUsuń